Recenzja książki pt. "Ścieżki północy"
- 7 lip 2016
- 4 minut(y) czytania

Tytuł książki Richarda Flanagana jest podtekstem do jednego z arcydzieł klasycznej literatury japońskiej pt.„Oku no hosomichi” (po polsku tłumaczonego jako „Ścieżki północy”) autorstwa Matsuo Bashō. Bashō zapisał swoje dzieło jako dziennik z podróży.
Innym nawiązaniem do haiku są wersety cenionego w kulturze japońskiej Issy, rozpoczynające rozdziały powieści. Richard Flanagan celowo odnosi się do najpiękniejszej literatury japońskiej.

Autor "Ścieżek północy" to syn australijskiego żołnierza. Człowieka, który podczas II wojny światowej trafia do japońskiej niewoli. Powieść Flanagana w mojej opinii jest trochę zadośćuczynieniem dla pamięci ofiar, więcej zaś samym przypomnieniem o czarnych kartach historii cesarstwa. Więzienne dni, które dane było przeżyć ojcu pisarza, zapewne były niejednokrotnie wspominane w domu rodzinnym. Stąd najpewniej zainspirowany opowieściami byłego więźnia, pięciokrotnie podejmuje próby opisania wydarzeń. Szósta wersja dostaje w 2014 roku Nagrodę Bookera.
W 1943 roku Japonia jest już bardzo obciążona wojną, w szczególności brakami w uzbrojeniu. Potrzebuje w związku z innymi niedoborami, linii kolejowej, którą niewolnicy – Azjaci, Europejczycy, Australijczycy mają zbudować w kilkanaście miesięcy. Dla chwały cesarza Japonii, właściwie resztek jego splendoru. Cesarz jest kimś w rodzaju bóstwa. Podległość jemu i jego rozkazom jest największym honorem dla Japończyków. „Człowiek istnieje dla cesarza i kolei, będącej zresztą wcieleniem cesarskiej woli. Jeżeli nie, to znaczy, ze nie ma powodu by żyć, a nawet by umrzeć.”

Ma to być przeszło 400 km kolei, której tory stanąć mają w miejscu wykarczowania dżungli od północnych rubieży Bangkoku do Birmy. Oczywiście sprawa jest niewykonalna przy braku narzędzi, zdrowej siły roboczej i żywności. Kolej Śmierci przyniesie wagony ludzkich zniszczeń. Tak psychicznych, jak i fizycznych. O tym traktuje większość książki – o okrucieństwie, upodleniu, spustoszeniu jakie niesie bezsensowna walka z wiatrakami. O beznadziei dla człowieka oraz przy okazji całego narodu w czasie wojen. Dla Japończyka być w niewoli, to jakby nie być człowiekiem. Stąd już blisko do traktowania pojmanej do niewoli istoty ludzkiej tylko jako liczby, oby budowa posuwała się dalej.
Nagrodzona książka powstawała 12 lat. Autor spotkał się nawet z byłymi żołnierzami japońskimi, którzy nadzorowali budowę Kolei Śmierci. Jeśli dodamy do tego, iż powiedziano o Flanaganie, że urodził się by napisać tę książkę – to można „w ciemno” oddać się lekturze nawet bez głębszej znajomości historii poruszanego tematu.
Zresztą sama okładka może przyciągnąć czytelnika. Na szarym tle będącym w istocie oceanem, przenikliwie patrzy na nas kobieta z kwiatem kamelii za uchem. Skradzionym, jak potem się dowiadujemy. Kamelia – symbol trwałości i wiecznej miłości. Miłości skradzionej również bohaterowi – chirurgowi internowanemu w japońskim obozie. On zaś jest na odwrocie okładki, jakby po drugiej stronie bezkresu ścieżki, w żołnierskim ubraniu, w pogotowiu.


Książka to porozrzucane rozdziałami życiowe puzzle, które mają dwa główne tematy: miłość i wojna. Mieszanka o tyle wybuchowa, że nie ma siły by ją ugasić. „Szczęśliwy człowiek nie ma przeszłości, a nieszczęśliwy nie ma nic poza nią.” Dorringo Evans ma jednak na koncie romans z żoną wuja, a dodatkowo próbuje zaoszczędzić złych wspomnień swoim podopiecznym. W tej długiej jesieni konającego świata próbuje na swój ludzki sposób udowadniać, iż niekoniecznie „kto żyje jak pies, ten zdycha jak pies.” W bólu, głodzie, poniżeniu jako strażnik zdrowia więźniów (przede wszystkim psychicznego), próbuje tłumaczyć sobie zło tego świata i jego bezdusznego systemu: „Może na tym właśnie polega piekło, doszedł do wniosku Dorringo, że człowiek wiecznie powtarza swoje porażki.” W piekle wojny trzyma go jedynie myśl o ukochanej. Przedłużająca się linia torów wydłuża też listę zmarłych z wycieńczenia, udręczenia, bicia, głodu, szaleństwa. „Co to jest linia, zastanawiał się,(…) Długość bez szerokości, życie bez znaczenia, wędrówka z życia ku śmierci. Podróż do piekła."
W czasie rozmów dowódców armii japońskiej o zabijaniu głów mieczem, elegancko dyskutuje się na tematy poezji, a nawet ją cytuje. W tym samym czasie po stronie więziennej podczas biegu do prymitywnej latryny, wymawia się w duchu raczej słowa modlitwy by pomimo biegunki w majtkach dobrze umyć się kilkoma litrami wody z puszki. Tutaj pomimo, że nie mówi się wierszem, przy braku nadziei i obecnej duchowej ciemności, przywołuje się światło, które przecież nad nimi świeci, a chmury ciągle płyną. „Dlaczego nigdy nie pamiętamy chmur?, zapytał. Bo one nic nie znaczą.” Dla wielu w tej zamkniętej klatce dżungli, widok nieba ma jednak znaczenie. On przypomina, że gdzieś tam niebo nie jest tak mocno zachmurzone i z czasem i do nich przyjdzie silny wiatr, by je rozgonić.
Kiedy jednak wojna zostaje rozgoniona, główny bohater odkrywa, że jest tak samo samotny jak i przed jej wybuchem: „pojął, że całe jego życie było wędrówką właśnie do tego miejsca, z którego na chwilkę wzleciał ku słońcu, a które teraz już przez całą wieczność będzie się od niego oddalało. W przyszłości już nic nie miało mu się wydawać równie realne, a życie nigdy nie nabrało już później takiego znaczenia.” Czy zło wojny to inne zło niż to, które nadal panuje na świecie? Czym jest zło, jakie ma autentyczne cechy odróżniające go od dobra? Czy każdy te dwa przeciwstawne zachowania widzi tak samo? Czy dobre intencje można usprawiedliwić popełnianym złem? Do typowo biblijnych zasad oraz przykazań dochodzą kodeksy wojownika japońskiego i żelazne zasady żołnierza w czasie wojny. Żadne zdają się nie działać, choć zapalają się czasem światełka sumienia.

Pisarz stawia nam wiele pytań, między innymi o cel i jakość życia, o prawdy niezmienne takie jak szacunek dla rodziny czy męska solidarność. W końcu uzmysławia nam prawdę, która obroniła się sama. Pokazuje nam na przykładzie historii uczucia kochanków, iż pozytywne strony życia (tutaj głęboka miłość) potrafią trzymać nas w skrajnie nieludzkich warunkach od zezwierzęcenia. Pada też dużo jasnych odpowiedzi, rozwiązań na kryzysy życiowe, niedole i bolączki naszego wnętrza. Uzmysławia dobitnie, że w życiu jest oczywiście ważny człowiek, jego idee, jego pragnienia, jego miłość itd., ale tylko wtedy gdy on rzeczywiście jest człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Dla tego rozróżnienia musimy jednakże oprócz umiejętności zrozumienia książki, czytać własne dusze.
Książka, po przeczytaniu której przestawić można sobie system wartości. Zrozumienie owych prawideł czasem wymaga od nas ofiary. Pewne błędne założenia życiowe, niedojrzałe plany, przerosty ambicji mogą w jednej chwili okazać się tak niewiele istotne podczas gdy wcześniej były wszystkim , do czego dążyliśmy. Opowieść, która uczy, wyjaśnia, nie osądza, ale mocno drapie po sumieniu. Nie tylko jednostki, ale całe narody, systemy polityczne, a przede wszystkim zasady moralne, w które tak uparcie wierzymy i chlubimy się nimi jako ludzie. Ścieżki, na jakie wchodzimy oznakowane jako gęsto uczęszczane, w istocie mogą prowadzić donikąd. „Ścieżki północy” też gdzieś was zaprowadzą…
To jaka jest ta opowieść, każdy może rozstrzygnąć sam - czy jest aż dobra czy tylko wielka? Autor wszakże podaje nam w tekście wytyczne jak to zrobić: „Dobra książka, doszedł do wniosku, sprawia, że chce się ją przeczytać jeszcze raz. A książka wielka każe człowiekowi jeszcze raz przeczytać swoją duszę.”
Przeczytałam dwa razy – swoją duszę.


Komentarze